wtorek, 28 października 2014

idą przymrozki...

Nadchodzi taki poranek kiedy patrząc przez okno zdajesz sobie sprawę z przemijającego czasu.
Patrzysz jak przyroda obumiera powoli. Jak nadchodzi kres zieleni na szczęście nie bezpowrotnie.
Jak cisza wkrada się wszędzie i tylko wiatr po ulicach hula. I ona:





Szyby zaparowane.
Oszronione trawniki.
Uśpione, bezlistne już prawie drzewa.
Zerwana kolejna kartka z kalendarza.
Dni do listopada liczone na palcach jednej ręki.

Nadchodzi ten dzień, gdy mimo ciepła w pokoju, wstając z łóżka automatycznie sięgasz po cieplejszy szlafrok i odruchowo chuchasz w dłonie. Przepraszasz się z piżamą z flaneli. Z kartonów i dna szafy wyciągasz wszystko co puchate, wełniane, miękkie i ciepłe.

Znów odeszło kolejne lato. Znów jesień odarła drzewa z liści a nas z kolejnych złudzeń. Znów tak jakoś melancholijnie się robi, smętnie. Znów zarazki mają pole do popisu.

Pijemy herbatę z imbirem i sokiem z malin. Mleko z miodem i czosnkiem. Syrop z cebuli. Wszystko co rozgrzewa i pomaga walczyć z niechcianym przeziębieniem.

A Nela zdziwiona uczy się jesieni. Niecierpliwi się, nie wiedząc, dlaczego tak na siłę ubieramy ją w coraz to więcej warstw. Babcia wyciągnęła dla niej czapkę z pomponem. Peleryna powiewała na wietrze. Skorzystaliśmy z ostatniego może słońca na wsi i wyszliśmy na spacer. Wszystko było takie dla niej dziwne i to było widać. Opatulona jak bałwanek oglądała zmieniony krajobraz. Ciekawe co powie zimą - chyba w tym roku niedługo.


Nelka pomponiara, moja mała cebulka :D





Słoneczne bardzo te zdjęcia wyszły, ale zimno już było, oj zimno...
Z każdym dniem bardziej wieje chłodem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz