Czasami zastanawiam się, czy aby nie zwariowałam?
Jesteśmy obie znowu przeziębione, ja kaszlę, moje dziecię zasmarkane i zaplute.
Ząbkujące. W dodatku uparcie stające na nogi.
Położona na plecy, w celu chociażby przewinięcia, drze się jak opętana, kopie i wierzga na wszystkie strony. Raban czyni niemiłosierny. Wszystko aby tylko choć na sekundę stanąć. Poczuć grunt pod stopami. No musi i koniec. Taka sytuacja.
Wydawać by się mogło, że mam wystarczająco dużo zajęcia. Prawda?
A otóż właśnie nie.
Pani mądra i nieustraszona (czyt. ja), postanowiła bowiem zabrać się za malowanie. Już, zaraz, natychmiast.
No i masz babo placek.
Dziecię śpi umęczone żmudnymi próbami pionizacji (wstało przed 7 rano i szalało jak dzikie, dobrze, że raczyło paść), a matka wariatka skacze po mieszkaniu z wałkiem w dłoni. A w międzyczasie jeszcze oczywiście kawa, blog, pranie i gotowanie obiadu czeka.
Mam nadzieję, że w tym pędzie, nie nachlapię do zupy ;)
Chce ktoś zobaczyć efekty, jak już skończę?
Zresztą o co pytam ;) i tak na pewno pokażę ;)
Dobra, koniec przerwy, czapeczka z gazety na głowę, wałek w dłoń i do roboty!
Póki moje narwane dziecię śpi ;)
Miłego dnia!