wtorek, 26 maja 2015

urlop i po urlopie


Jak to mówią, szybko przyszło, szybko poszło. 
(A może łatwo przyszło? Nieważne. Dla mnie w każdym bądź razie zbyt szybko.)

W tym roku urlop zaplanowaliśmy w maju. Na Pierwszą Komunię mojego chrześniaka, żeby jechać na spokojnie, nie przejmując się pracą. Przy okazji trafiło też na moje urodziny. Dwa tygodnie wspólnych z mężem śniadań. Mała rzecz, a cieszy. I tak, najpierw był wyjazd do Rabki, a później do Torunia. Krótkie to były wizyty, ale jak miło było wszystkich znowu zobaczyć. W międzyczasie byliśmy jeszcze na wsi, u teściów, w międzyczasie była walka z wirusem u Neli i naprawianie samochodu. A jeszcze wpadłam na genialny pomysł, czyszczenia i malowania barierki na balkonie. Urlop, przyznam, bardzo pracowity ;) Mąż skarży się, że nie miał czasu usiąść i odpocząć. Ja za to wykorzystałam jego obecność w domu i znalazłam nawet czas na czytanie, więc jak dla mnie super. A że pewnych rzeczy nie da się przewidzieć i zaplanować na 100%, zwłaszcza z rocznym dzieckiem, no cóż, takie życie. Grunt, że wyjazdy się udały. Wypoczęliśmy, na ile się dało ;)