W końcu! Okna pootwierane na oścież. Z radością pozbyłam się zimowych ubrań. Można spędzić dzień na spacerze (o ile jest się mniej ociężałym niż ostatnio ja) lub z książką na ławeczce w parku, albo leniwie w domu z laptopem na balkonie. Słychać śpiew ptaków a kiedy wychodzę siadają mi na dłoni biedronki. Słońce uśmiecha się promieniście i wreszcie tak naprawdę grzeje. Drzewa pączkują, puszczają liście, kwitną.
Jeszcze chwila i uciekamy na wieś wdychać aromat świeżo skopanej ziemi, kiełkujących roślin, powietrza znad stawu i lasu. Fotografować niebieskie żaby :D Obserwować jak obok nas i w nas budzi się nowe życie.







