Dziś był pierwszy słoneczny dzień od dawna, dlatego pokusiłam się o zrobienie obiecanych zdjęć mojej domowej biblioteczki, dumnie nazywanej regałem. Łatwo nie było i szczerze mówiąc namęczyłam się skacząc dookoła, w próbie uchwycenia całości. I z góry, i z dołu, i z boku pod różnym kątem próbowałam. No ale w końcu jakoś się udało. Słabą jakość wybaczcie, lepiej naprawdę w tym momencie nie potrafię.
Jak było wcześniej, pisałam w tym poście.
O powstawaniu półek pisał mój mąż u siebie. Majsterkowiczów i nie tylko zapraszam w jego imieniu :)
A jak jest u nas teraz? Jeśli chcecie się przekonać - zapraszam dalej. Oto moja biblioteka:
a tu sprawczyni zamieszania na dywanie, Panna Nelanna i jej zabawkowi podwładni:
Tych, którzy dobrnęli do końca, serdecznie pozdrawiam!
A korzystając z faktu, że Młoda okupuje ojcowskie kolana, zamierzam spędzić resztę wieczoru z książką na kanapie. Tylko co wybrać?
Trzymajcie się ciepło! :**
P.S. Jeśli czytacie aktualnie coś godnego polecenia, dajcie znać - na mojej liście życzeń zawsze się znajdzie miejsce dla jeszcze jednej, dobrej książki :)









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz