wtorek, 23 grudnia 2014

#migawki part 2

 Na posty świąteczne jakoś w tym roku nie mam zupełnie weny ani nastroju. Dziś wszystko sprzysięgło się przeciw nam: auto odmówiło posłuszeństwa i nie odpaliło, komputer męża się zepsuł, a że od ostatniego migawkowego przeglądu minął już prawie miesiąc, tak sobie myślę, że może chociaż post na bloga napiszę? A może po prostu wrzucę dziś znowu mix fotek, uchwyconych "okiem" mojego telefou. Tak właśnie zrobię! Część była już publikowana na moim instagramie - ale nie wszyscy jak wiem, tam zaglądają, więc nie zaszkodzi i tu je pokazać - a część po raz pierwszy ujrzy światło dzienne - to te z końcówki posta.


Siadajcie wygodnie, zapraszam do oglądania:



ten wianek zrobiłam na podstawie pomysłu Hani z Haart.com.pl

udało mi się namówić męża na szachy. oczywiście przegrałam dwa razy pod rząd ale się wcale tym nie przejęłam, kiedyś się w końcu nauczę i odegram, zresztą nie o wygraną tak naprawdę tu chodzi, ale o wspólnie spędzony czas
tutaj tak tego nie widać, ale park we mgle wygląda niesamowicie - jakoś tak nieziemsko i magicznie, urokliwie a jednocześnie groźnie. Szło mi się tamtędy wtedy bardzo dziwnie, momentami ledwie widziałam czubek własnego nosa
choć nie ma śniegu, Dzidziuś się ostatnio stroi stosownie do pory roku - królują u nas reniferki i wzory norweskie
(no, pomijając króliczka na bodziaku, taki szczegół)
 mądrości wypisane na jednej z naszych ścieżek 

 nasza adwentowa dekoracja: cztery świece na cztery niedziele, Dzidziusiowy bukiecik "chrztowy", choineczka z pepco i figury z papieru drukowane w zimowy motyw - nadają się też na choinkę - jeśli takie chcecie, odwiedźcie bloga Marii
tu widać, jak szybko ostatnio mija czas...
 
co ja bym czasem  zrobiła bez tego wynalazku, jakim jest nosidełko typu mei-tai? nic bym nie zrobiła.
 a tak, Nela zasypia utulona w minutę, a matka może pilnować ważenia strawy i domowego ogniska ;)
taaak, lało i wiało na potęgę, ale stłukłam antyramę, taką dość dużą, 60x80, a że w gorącej wodzie jak widać jestem kąpana, nie czekając na pogodę, poleciałam do obi po nową. donieść doniosłam całą do domu, ale momenty zwątpienia już miałam
gorączka sobotniej nocy - piernikowe szaleństwo. miałam nie piec ale tak mnie na ostatnią chwilę jakoś naszło
Tyle jeśli chodzi o instafotki chyba wystarczy. 
No to teraz jeszcze kilka niepublikowanych wcześniej:

moja poważna mała baby girl :*
próba uchwycenia oszronionej ulicy - oczywiście przez szybę, bo jak ;)

moja kuchenna świąteczna dekoracja 

Nowy przyjaciel dobry do spania...
... i do zabaw na podłodze. odpocząć na nim też można, a co :)
tak musi siedzieć, otoczona całą menażerią zabawkowych zwierzaków i sprawdzać co chwilę czy patrzę jak się bawi
(bodziak też zwierzątkowy, tośmy utrafiły)
tym świątecznym akcentem skończę relację z ostatniego miesiąca.
przyznaję: popełniłam to szaleństwo i byłam w manufakturze w tygodniu przedświątecznym. zresztą tylko na chwilę, bo jak szybko weszłam, tak szybko uciekałam - tłumy, tłumy, tłumy...

Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca?
Wszystkim, którzy do mnie zaglądają, serdecznie dziękuję za uwagę :)
pozdrawiam Was ciepło, życząc spokojnych, rodzinnych Świąt
spędzonych w miłej, radosnej atmosferze. 
I jeśli się tak zdarzy, że się tu już nie pojawię w tym roku - może tak się okazać - dołączam również życzenia Szczęśliwego Nowego Roku!

Trzymajcie się! Cześć! 
:*:*:*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz