Jest wiele przedmiotów, o których ludzie myślą, gdy tylko dowiadują się, że będą rodzicami. Myślą: musimy TO kupić! Kupuje się przede wszystkim ubranka, ręczniki, pościel, łóżeczko/kołyskę, tetrowe pieluchy, smoczki, butelki, wózki, foteliki samochodowe, wanienkę, przewijak, pampersy i kosmetyki do pielęgnacji niemowlęcia. Ale są też przedmioty, o których się nie myśli na początku albo w ogóle się o nich nie wie. Są też takie, które się kupuje, bo ktoś polecił, a które jednak nie sprawdzają się w naszym wypadku. Jak więc skompletować wyprawkę? Róbmy to nie tracąc głowy.
My staraliśmy się nie szaleć i kupować jak najmniej, tylko to, co wydawało się nam najbardziej potrzebne. I tak na przykład cieszę się, że zdecydowaliśmy się na rożek. Uważam, że jest to przedmiot wielofunkcyjny - mała lubiła w nim spać, a kiedy z niego wyrosła, założyłam na niego powłoczkę i służy nam dalej jako kołderka (zazwyczaj w dzień - dlaczego? o tym dalej). Przewijak natomiast się u nas nie sprawdził. Mieliśmy taki nakładany na turystyczne łóżeczko ale dużo lepiej przewija nam się na łóżku, więc już dawno z niego zrezygnowałam. Nie kupowaliśmy żadnych wyparzaczy, sterylizatorów do butelek ani podgrzewaczy do mleka. Żadnych karuzelek z melodyjką. Jest jednak kilka przedmiotów, które skutecznie ułatwiają nam życie, Nela się o nie wręcz dopomina, a są to przedmioty, o istnieniu których dowiedziałam się zupełnie przypadkiem. Nie są to jakieś niesamowite cuda a jednak odczuwamy ich brak jeśli przypadkiem nie spakujemy ich na weekendowy wyjazd.
Ciekawi jakie to przedmioty i gdzie je kupiliśmy*? No to zapraszam:
*klikajcie na zdjęcia :)
1. szczoteczka silikonowa
Jako pierwszy "gadżet" przedstawiam silikonową szczoteczkę do zębów.
Nie każdy ją zna, ja sama znalazłam takie coś kiedy zaczęłam szukać sposobu na bolące dziąsła małej. Szczoteczkę nakłada się na palec i masuje dziecku dziąsła. Można też nią myć pierwsze ząbki. Nela sama łapie nas za "szczoteczkę" i kieruje sobie w miejsca, które potrzebuje pomasować. Ślini się przy tym niemiłosiernie, gada do siebie i jest szczęśliwa :) . Kolejnym plusem szczoteczki jest to, że kosztuje grosze - można ją kupić w wielu miejscach, np tu.
2. gryzak 2 w 1
Drugim ciekawym przedmiotem, który wpadł mi w oko i stał się naszym przyjacielem jest "gryzak do podawania pokarmu". Takie dwa w jednym, bo silikonowa część służy Neli do gryzienia i masowania dziąseł - podobnie jak szczoteczka, ale w tym wypadku może to robić samodzielnie, bez naszej pomocy; a część z siateczką służy do podawania pokarmów - można tam włożyć dziecku kawałek warzywa czy owoc bez obaw, że zakrztusi się, gdy odgryzie zbyt dużą cząstkę na raz. Przedmiot jest łatwy w użyciu, można go szybko rozłożyć i złożyć, umyć bez problemu, a duży uchwyt jest bardzo poręczny dla małych rączek.
3. śliniaczek-fartuszek
Kolejna rzecz, bez której ostatnio nie ma dnia to śliniaczek w formie fartuszka. Te wiązane pod szyją małe śliniaczki w ogóle nie spełniały swojej roli, w dodatku naszego malucha denerwowały. Fartuszek jest świetnym pomysłem, bo nawet jak dziecko coś wypluje albo włoży rączkę do miseczki z jedzeniem, ubranko pod spodem zostanie czyste. Łatwo dbać również o czystość fartuszka.
Co śmieszne, dziś z rozpędu próbowałam dać młodej przecier owocowy bez niego i nie chciała jeść,
a jak ubrałyśmy fartuszek od razu chętnie otwierała buzię i zjadła wszystko :)
4. śpiworek
Nie wiem jak inne niemowlaki, ale nasz bobas bardzo się rozkopuje w trakcie snu. Już w inkubatorze nie leżała grzecznie jak inne dzieci w środku "gniazdka", tylko okręcała się w kółko, wkładała rączki i nóżki w okienka, albo kopała po ścianach. W domu też, najlepiej śpi się jej w poprzek łóżka, z nogami na kołdrze. W dzień nie ma problemu, bo i tak zazwyczaj śpi góra pół godziny, a zresztą w każdej chwili mogę podejść i okryć ją z powrotem. Za to w nocy rozkopywała się zupełnie i marzła. Sposobem na to okazało się kupno śpiworka. Od tej pory pakujemy młodą po kąpieli i wieczornej porcji mleka "w kokon", i wiemy, że w nocy będzie jej ciepło.
Teraz myślę jeszcze o śpiworku do wózka...
Do spania mamy śpiworek tego typu, tylko inny wzór:
5. nosidełko
Na początku myślałam o chuście, ale najpierw było zamieszanie bo mała urodziła się za wcześnie, potem przebywaliśmy większość czasu na wsi, gdzie wózek z gondolą sprawdzał się idealnie na spacery, a w domu dzidziula spała mi głównie na brzuchu, przykryta lekko kocykiem. No ale wiadomo, dziecko szybko rośnie, a dźwiganie wózka po schodach w bloku, mimo, że mieszkamy na pierwszym piętrze, nie jest specjalnie łatwe ani przyjemne. Tu z pomocą przyszło nam nosidełko. Uszyte jest z materiału, bez żadnych usztywniaczy, więc samo w sobie niewiele waży.
Zakłada się bardzo łatwo, wystarczy odpowiednio wszystko powiązać, "zapakować" dziecko i w drogę. Na szybkie zakupy albo krótki spacer po osiedlu jak znalazł. Myślę, że wiosną do lasu czy w inny teren też się nada.
Nie znalazłam w internecie identycznego jak nasze, w każdym bądź razie jest to nosidełko w stylu mei tai, coś takiego jak na zdjęciu niżej:
Pewnie jeszcze o czymś zapomniałam. Na pewno też z czasem wynajdę jeszcze inne przedmioty, które będą ułatwiały i uprzyjemniały nam życie. Jeśli Wy macie takie rzeczy albo jakieś ciekawe patenty na wykorzystanie czegoś oczywistego w nieoczywisty sposób, ułatwiający wychowywanie czy spędzanie czasu z dzieckiem, dawajcie znać.
Chętnie się z nimi zapoznam.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz