To nie jest tak, że kobieta niepracująca zawodowo może sobie cały dzień leżeć do góry brzuchem, zwłaszcza jeżeli ma małe dziecko. "Ach jak ty masz dobrze, nic nie musisz robić, możesz sobie pospać...", śmiać mi się chce. Zatem pokrótce o tym, jak spędza "wolny czas" młoda matka. W sumie nie pokrótce, bo czuję wenę, a jest o czym pisać. Tak więc uwaga, będzie długi post.
POBUDKA
Czasami co prawda Nel je koło 4 rano i wtedy pośpi jeszcze do 9, ale nie jest to u niej codzienność. W większości przypadków 6-7 rano to zazwyczaj max. A budzi się w dwóch stanach:
albo wrzeszcząc w niebogłosy, że już natychmiast chce jeść/być przewinięta/na ręce/cokolwiek;
albo kompletnie rozbudzona, śmiejąc się od ucha do ucha, rozgadana i chętna do zabawy,więc tak czy tak, od razu muszę wstać, nie ma zmiłuj. Ona co prawda zrobi sobie w trakcie dnia jeszcze kilka drzemek, ale dla mnie jak już raz wstanę, jest to definitywny koniec spania do wieczora. No to sobie pospałam :)
ŚNIADANIE
Jem zwykle na raty. Najpierw łyk kawy podczas przygotowywania mleka dla Małej. Po karmieniu dopijam zimną i przygotowuję sobie coś do jedzenia - jakieś kanapki, płatki, jajecznicę, parówkę, resztę sałatki z poprzedniego dnia, jogurt, czy co tam nawinie się pod rękę. Wszystko w zależności od nastroju Małej Mi, bo jeśli zechce pobawić się trochę sama albo jeszcze sobie pośpi po jedzeniu to mogę zaszaleć i przygotować sobie coś ekstra, i zjeść na spokojnie. W drugim scenariuszu usiłuję do południa przegryźć pół kanapki z dzieckiem uwieszonym na ramieniu. Zdarza się.
SPRZĄTANIE
Nie ma bez tego dnia. Mój patent na względny porządek w domu jest prosty: nie bałaganić ;P. Sprowadza się to do prostego przyzwyczajenia - zawsze odkładać rzeczy na ich miejsce, nie zostawiać nic na później. Łóżko ścielę jak tylko wstanę. Staram się przede wszystkim nie kłaść niczego gdzieś "na chwilę". Gdy widzę kurz, od razu go ścieram. Gdy coś rozleję, ta sama zasada. Odkurzacz puszczam w ruch gdy Mała nie śpi ale pozostałe porządki nie robią hałasu więc w niczym jej nie przeszkadzają. W zasadzie nie mam wyznaczonego czasu na sprzątanie, sprzątam na bieżąco cały czas a i tak ledwo nadążam. Wrzeszczę kiedy KTOŚ rzuca rzeczy na podłogę. Tak, jestem jędzą i dobrze mi z tym. Oczywiście potrzebne są jeszcze wielkie porządki raz na jakiś czas typu mycie okien i nie pochwalę się żadnym patentem, bo tu akurat zwlekam ile się da i czekam na dzień, kiedy strzeli mnie jakieś większe natchnienie. Ale takie codzienne porządki robię jak mówiłam, od ręki.
PRANIE
Podobno można sobie na to wyznaczyć jeden dzień w tygodniu ale u mnie to nie działa. Przy małym dziecku pranie robię zwykle co drugi dzień. Nasze ubrania w różnych konfiguracjach, ubranka dziecięce, pościel, ręczniki, trafi się zabawka, znów jakieś ubrania i tak cały czas. Jedno wyschnie, drugie wstawiam. Jedno ląduje w szafie, drugie już czeka w koszu na pranie. Czasem trafia się również rzecz, którą trzeba wyprać ręcznie, wtedy jest dodatkowa zabawa. Suszarka łazienkowa niewielka ale dajemy radę. W przyszłości kupimy sobie pewnie również taką stojącą, wtedy będę mogła wystawić ją na balkon i zrobić większe pranie na raz.
SPACER
Osobny punkt ponieważ wymaga niezłej pomysłowości i zabiera sporo czasu. Wychodzimy jeśli jest ładna pogoda, najczęściej między 12 a 15 godziną. Tu trzeba zawsze obmyślić cały plan przed wyjściem. Dziecko nakarmione i przewinięte więc wykorzystuję chwilę na ubranie się i lekki makijaż. Wrzucam do torby potrzebne moim zdaniem przedmioty: pieluchę tetrową, smoczek, zabawkę, siatkę na zakupy, grzechotkę/gryzak. Sprawdzam czy mam przy sobie: telefon, dokumenty, portfel, klucze. Pieluch do przewijania i mleka zazwyczaj nie noszę bo nie chodzimy aż tak długo i daleko od domu. Pakowanie dziecka na wyjazd to już zupełnie inna sprawa. Gdy już wszystko mam, ubieram Małą Mi do wyjścia, bez zakładania czapeczki, bo jak to zrobię, będzie ryk. Wkładam ją ubraną do łóżeczka, zagaduję i daję zabawkę żeby się zajęła na 5 minut. Nie zawsze się udaje. Jak się uda, wkładam buty, biorę klucze, zbiegam z wózkiem na dół, wbiegam z powrotem do mieszkania - dobrze, że to tylko pierwsze piętro - wyjmuję Nel z łóżeczka, zakładam czapkę, schodzimy na dół do wózka. Uff, udało się nam wyjść. Spacerujemy sobie po okolicznych parkach, jeśli Nel nie marudzi i ogląda sobie świat albo śpi, możemy zrobić zakupy. Schodzi nam to godzinkę lub dwie i znowu maraton: wchodzimy na klatkę, dziecko z wózka, do domu, dziecko do łóżeczka, ja na dół po wózek, z wózkiem do domu, rozbieram dziecko, rozbieram siebie, rozpakowuję zakupy, odstawiam wózek i po spacerze. Na razie jakoś nam to idzie. Co będzie zimą nie wiem.
Spacer z dzieckiem i mężem to zupełnie inna sprawa, wtedy on zajmuje się noszeniem wózka i zakupów a ja mogę sobie odpocząć. Niestety Art może z nami spacerować rzadko.
PRANIE
Podobno można sobie na to wyznaczyć jeden dzień w tygodniu ale u mnie to nie działa. Przy małym dziecku pranie robię zwykle co drugi dzień. Nasze ubrania w różnych konfiguracjach, ubranka dziecięce, pościel, ręczniki, trafi się zabawka, znów jakieś ubrania i tak cały czas. Jedno wyschnie, drugie wstawiam. Jedno ląduje w szafie, drugie już czeka w koszu na pranie. Czasem trafia się również rzecz, którą trzeba wyprać ręcznie, wtedy jest dodatkowa zabawa. Suszarka łazienkowa niewielka ale dajemy radę. W przyszłości kupimy sobie pewnie również taką stojącą, wtedy będę mogła wystawić ją na balkon i zrobić większe pranie na raz.
SPACER
Osobny punkt ponieważ wymaga niezłej pomysłowości i zabiera sporo czasu. Wychodzimy jeśli jest ładna pogoda, najczęściej między 12 a 15 godziną. Tu trzeba zawsze obmyślić cały plan przed wyjściem. Dziecko nakarmione i przewinięte więc wykorzystuję chwilę na ubranie się i lekki makijaż. Wrzucam do torby potrzebne moim zdaniem przedmioty: pieluchę tetrową, smoczek, zabawkę, siatkę na zakupy, grzechotkę/gryzak. Sprawdzam czy mam przy sobie: telefon, dokumenty, portfel, klucze. Pieluch do przewijania i mleka zazwyczaj nie noszę bo nie chodzimy aż tak długo i daleko od domu. Pakowanie dziecka na wyjazd to już zupełnie inna sprawa. Gdy już wszystko mam, ubieram Małą Mi do wyjścia, bez zakładania czapeczki, bo jak to zrobię, będzie ryk. Wkładam ją ubraną do łóżeczka, zagaduję i daję zabawkę żeby się zajęła na 5 minut. Nie zawsze się udaje. Jak się uda, wkładam buty, biorę klucze, zbiegam z wózkiem na dół, wbiegam z powrotem do mieszkania - dobrze, że to tylko pierwsze piętro - wyjmuję Nel z łóżeczka, zakładam czapkę, schodzimy na dół do wózka. Uff, udało się nam wyjść. Spacerujemy sobie po okolicznych parkach, jeśli Nel nie marudzi i ogląda sobie świat albo śpi, możemy zrobić zakupy. Schodzi nam to godzinkę lub dwie i znowu maraton: wchodzimy na klatkę, dziecko z wózka, do domu, dziecko do łóżeczka, ja na dół po wózek, z wózkiem do domu, rozbieram dziecko, rozbieram siebie, rozpakowuję zakupy, odstawiam wózek i po spacerze. Na razie jakoś nam to idzie. Co będzie zimą nie wiem.
Spacer z dzieckiem i mężem to zupełnie inna sprawa, wtedy on zajmuje się noszeniem wózka i zakupów a ja mogę sobie odpocząć. Niestety Art może z nami spacerować rzadko.
ZMYWANIE
Nienawidzę. Dlatego robię to od razu. Wypita kawa - wylewam resztki i myję kubek. Gotując obiad, na bieżąco, co już niepotrzebne pod kran, gąbka, płyn do naczyń, raz dwa i na suszarkę. Zasada jest taka, żeby nic nie kłaść w zlewie bo jeśli to zrobię, to przepadło. Będzie się zbierało, aż zawali mi kuchnię. Wtedy są dwie opcje: albo robię wszystko, żeby mąż pozmywał (zazwyczaj), albo z miną cierpiętnicy chodzę dookoła przez cały dzień nie mogąc się zebrać by się za to zabrać. Najgorsze sztućce, tych to już w ogóle nie znoszę myć. Jeśli Neli to nie będzie przeszkadzało, to już wiem, jaki obowiązek domowy jej wyznaczę :)
WYRZUCANIE ŚMIECI
To też prawie codziennie. Gromadzi się tego nie wiadomo skąd i nie wiadomo kiedy cała masa. Ze śmieciami goniłam do tej pory męża, tłumacząc się, że nie wiem który klucz od śmietnika albo coś tam. Od jakiegoś czasu jednak lubię robić to sama. Zazwyczaj wieczorami, jest to dobry moment, żeby jeszcze przed snem przewietrzyć sobie głowę. Gorsza sprawa, że coraz szybciej robi się ciemno a przy śmietniku zero latarni, więc czasami trochę wieje grozą. Ale i tak chyba wezmę ten obowiązek na siebie w przyszłości.
GOTOWANIE
Coś, co z obowiązków domowych lubię najbardziej. Nie planuję do przodu co mam ugotować. Rano po prostu wędruję do kuchni, zaglądam do szafek i lodówki, i przepis na obiad sam mi się klaruje w głowie. Czasami wspomagam się przepisami z internetu jednak zazwyczaj improwizuję z tym co mam. Jeśli okazuje się, że mam ochotę na coś, czego nie ma w domu, wtedy dokupuję to w czasie spaceru albo piszę sms-a by Art wstąpił po pracy do sklepu. Zabieram się za przygotowanie obiadu zazwyczaj około 15. Jeśli muszę coś rozmrozić to oczywiście wyjmuję wcześniej. Neli towarzyszy mi dzielnie w kuchni, siedząc sobie w wózku, gadając coś po swojemu i pilnie obserwując co robię. Ja jej oczywiście wszystko cierpliwie tłumaczę krok po kroku ;) Obiad jemy kiedy Art wraca z pracy, sama jeść nie lubię.
PRASOWANIE
Bleee, nigdy nie mam na to czasu, dlatego staram się tak rozwiesić rzeczy po praniu, żeby się nie pomięły. Wtedy z radością ściągam je z linek, składam i wkładam do szafy. Ubrania, które wymagają prasowania niestety lądują na stercie w oczekiwaniu na swoją kolej - tu perfekcyjna pani domu mogłaby się do mnie przyczepić gdyż leżą tam czasem baaardzo długo - pomijając ciuszki Nell, potrzebne od razu. Na razie mogę sobie na to pozwolić, mając wolny drugi pokój. Zamykam po prostu drzwi i nie widzę prania kłębiącego się na desce do prasowania. Obawiam się jednak, że niedługo przyjdzie czas na urządzenie tam pokoju dziecięcego z prawdziwego zdarzenia a wtedy również dla prasowania wprowadzę zasadę: zrób to zaraz po wyschnięciu prania, na bieżąco i schowaj deskę do prasowania gdzieś z dala od widoku.
ZAJMOWANIE SIĘ DZIECKIEM
24h/7 razy w tygodniu. Nie ma tak, że robię inne rzeczy w domu a dziecko w tym czasie zdane jest na siebie. Ona cały czas mi towarzyszy. Ponieważ nie lubi zostawać sama w łóżeczku (w ogóle prawie tam nie spędza czasu o ile nie śpi), wkładam ją do wózka (wpinam nosidełko samochodowe) i ona tam sobie siedzi obserwując co ja robię. Patrzy jak piorę i sprzątam łazienkę (no chyba że używam ostrych środków czystości, to wtedy popołudniami jak Mała spędza czas w pokoju z tatą); patrzy jak przygotowuję jedzenie i sprzątam w kuchni; obserwuje jak odkurzam, zmywam podłogi i ścieram kurze; wychodzi ze mną na spacery; bawimy się razem; czasami biorę ją na kolana sprawdzając coś w internecie; razem ze mną rozmawia przez telefon; tylko do toalety ze mną nie chodzi w sumie ;P. Popołudniami jest łatwiej, bo wtedy możemy się dzielić obowiązkami z mężem. Wtedy tata ją karmi i się nią zajmuje a ja się mogę urwać na spacer, zrobić jakieś porządki większe lub po prostu zamknąć w łazience na długą kąpiel. Ale on pracuje, często jeździ w delegacje, po pracy chce posiedzieć przy komputerze albo coś zrobić więc w zasadzie większość czasu spędzamy we dwie. Z obowiązków mam tu głównie karmienie, przewijanie, przebieranie, kąpanie, zabawianie, usypianie. Już samo to wystarczyłoby do zapełnienia w całości planu dnia.
CZAS DLA SIEBIE
To zwykle kiedy Mała śpi albo robi coś z tatą. Wtedy przeglądam internety, oglądam jakiś serial online, czytam, szydełkuję, wyszywam, bloguję, podlewam kwiatki (tak zaliczam to do czasu dla siebie :P lubię hodować roślinki), idę na spacer lub pochodzić po sklepach w poszukiwaniu okazji. Czasami trafia się luksus w formie wyskoczenia do fryzjera.
Oczywiście mogłabym codziennie znajdować coraz to nowe punkty do tej listy, ale szczerze mówiąc i tak się rozpisałam aż za bardzo.
(wiem, nic odkrywczego, ale niektórzy chyba nie zdają sobie sprawy z tego, ile czasu pochłaniają takie "zwykłe" domowe obowiązki)
Tak więc proszę, ugryź się w język, zanim powiesz młodej żonie i/lub matce, kolejny raz: "ty to masz luz, nic nie musisz robić".
(wiem, nic odkrywczego, ale niektórzy chyba nie zdają sobie sprawy z tego, ile czasu pochłaniają takie "zwykłe" domowe obowiązki)
Tak więc proszę, ugryź się w język, zanim powiesz młodej żonie i/lub matce, kolejny raz: "ty to masz luz, nic nie musisz robić".






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz