niedziela, 5 października 2014

Life is Everything





Cały tydzień dbałam o innych, dziś zadbam o siebie. Nel uczepiła się rano ojca, odpuścili mi karmienie i dali pospać do 10. Jakie to miłe kiedy promienie słońca budzą mnie leniwie, nie karząc w biegu zrywać się z łóżka. Gdy mogę posnuć się do 11 w piżamie powoli delektując się poranną kawą i przygotowanym przez męża śniadaniem. Później lekki make-up, tak, niech nawet w domowych pieleszach prezentuję się jako tako. Kościół, spacer, leniwe zaleganie na kanapie, jakiś lekki obiad, odpoczynek, spokój. Wieczorem może film. Jutro znów szara codzienność ale sza! To dopiero jutro. Dziś lazy day. Ładuję bateryjki.



Jesień jest jak na razie przeważnie ciepła i słoneczna, Nela rośnie i wspina się na nowe poziomy, nie mam czasu na jakieś większe przedsięwzięcia, tak z biegu łapię momenty, cieszę się chwilą, kolekcjonuję wspomnienia jak skarby.

zatrzymane w kadrze, zachowane w pamięci:







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz