Miał być regał ale po pierwsze, po zmontowaniu go i przyniesieniu większości książek, stwierdziliśmy, że musimy dokupić jeszcze kilka półek. A po drugie, tak ciemno ostatnio, że nawet telefonem mi się zdjęć robić jakoś mniej chce, co dopiero aparatem. Tak więc o regale więcej, jak tylko złapię światło i wenę :) a na razie taka mała zapowiedź:
a pisać sobie dzisiaj będę o czym innym.
Trafiam ostatnio dość często na termin 'slow life'. Poczytałam trochę i w sumie wychodzi na to, że u mnie to slow jakoś tak naturalnie funkcjonuje już dość długo. Zdecydowanie bowiem nie ciągnie mnie do życia w ciągłym biegu, w pędzie za pieniędzmi czy karierą. Wręcz przeciwnie, zawsze chciałam po prostu spokojnego domu, w którym to mąż będzie pracował zarobkowo, ja natomiast zajmę się ogarnianiem naszej przestrzeni - gotowaniem, wychowywaniem dzieci, codziennymi obowiązkami. I wychodzi na to, że się udało. Co do powrotu do pracy, owszem, za jakiś czas pewnie zacznę się za czymś rozglądać, ale mam nadzieję, że nie będę musiała dzień w dzień klepać po osiem godzin dziennie tego samego zajęcia. Marzy mi się taka praca, w której sama będę mogła wyznaczać sobie grafik. No ale zobaczymy. Na razie pociąga mnie to moje 'slow life'. Takie po prostu zwykłe, spokojne, codzienne. Zwłaszcza teraz, jesienią, kiedy wszystko jeszcze bardziej spowalnia, cichnie.
Mam kilka projektów do zrealizowania, tkwią w mojej głowie, ale na razie nie wiem, jakie farby kupić do drewna i do metalowych elementów? Chodzi mi oczywiście o producentów i rodzaj a nie o kolory. Wydatków mamy ostatnio sporo, więc może jeszcze trochę poczekam, pomysły nie zając, nie uciekną. W międzyczasie może ktoś coś podpowie? Chwilowo zadowalam się pruciem starych bawełnianych bluz i koszulek. W wolnych chwilach tnę je (obracając cały czas materiał aby nie ciąć go na kawałki, tylko w jeden długi, cienki pasek) i zwijam z nich kłębki. Kiedy uzbieram odpowiednią ilość "włóczki" zrobię z niej dywanik do pokoju. Nie wiem jeszcze czy pójdzie w ruch maszyna do szycia czy szydełko? Wyjdzie pewnie "w praniu".
A większość czasu spędzam tak:
Niesamowicie towarzyski ten nasz niemowlak. Ostatnio wysypia się w pięć minut po karmieniu u jednego z nas na kolanach, a jak tylko próbujemy ją odłożyć do łóżeczka, od razu wybudzona i chętna do zabaw. Na powyższych zdjęciach widać, że kiedy nie śpi, przy biurku mi posiedzieć spokojnie nie pozwala :)
A jeszcze co mi się przypomniało - mówiłam przy okazji wyzwania październikowego u Magdy, że nasz telewizor jest zazwyczaj wyłączony. No więc teraz przeszliśmy na nowy etap - eksmitowaliśmy go całkowicie przy okazji montowania regału. Mąż mówi wprawdzie, że kupimy za jakiś rok może płaski, do powieszenia na ścianie, ale na razie telewizjom śniadaniowym, polityce i reklamom mówię z uśmiechem żegnajcie! Nie będą mi kradły czasu. Świadomie wybiorę sobie co i kiedy będę oglądać, za to właśnie lubię internet.
Tak właśnie rozumiem 'slow life' - żyć spokojnie, powoli, świadomie celebrując chwile, odrzucając medialny bełkot, wybierając to, co dla nas dobre, dbając o zdrowie, spędzając czas z bliskimi, nie goniąc za niczym, realizując swoje plany i marzenia.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz