Miało być o czym innym ale chwilowo "ciemno, zimno i do d..y", a co za tym idzie, nijak zdjęcia nie wychodzą. A że listopad jest niejako miesiącem zadumy, to przechodząc od głębokich przemyśleń, mózg mi się w pewnym momencie przełączył na wspomnienie dnia, w którym ot tak, dla zabawy wklepałam w przeglądarkę blogger i zaczęłam swoją przygodę z tym miejscem. Ok, ale może by tak po kolei?
Student jak się "uczy" to ma masę czasu na przetrząsanie internetów. Że niby to się dokształca, materiałów do referatu szuka i tak dalej. A tak na serio to śmiga sobie często bez ładu i składu, i czas zabija trafiając przypadkiem na różne strony. No i ja właśnie tak kiedyś trafiłam. Nie ukrywam, że na blog modowy, dość już wówczas poczytny jak się okazało. I ot, tak jakoś, zdjęcia mi się spodobały i opis "outfitu" na tyle, że zaglądałam potem już całkiem świadomie do dziewczyny od czasu do czasu. A od niej, poprzez komentarze, zaczęłam wędrować od bloga do bloga, poznając coraz więcej "gwiazd blogosfery". Jednakże moda nie jest moim konikiem (choć ciuchy lubię chyba jak większość kobiet), dlatego z czasem, wiedząc już mniej więcej gdzie i jak szukać, zaczęłam odwiedzać blogi o literaturze, kulinarne, wnętrzarskie, lifestylowe, DIY... No i tu mi się spodobało, i część z nich obserwuję do tej pory.
Ale miało być o moim pisaniu bloga.
Pierwszego posta wrzuciłam tu 14 sierpnia 2013, 17:06. Skończyła mi się umowa o pracę. Zrezygnowaliśmy z wynajmu mieszkania i przeprowadziliśmy się na chwilę (jak wtedy myśleliśmy) do teściów. Pomyślałam sobie, co będę robić całe dnie? Może by tak coś pisać? Zobaczymy co to będzie. No i hop! www.blogger.com - nowy blog - tytuł - adres - szablon - nowy post. Nie namyślałam się zbytnio ani się nie napracowałam, e bo to tylko dla mnie, nikomu nie pokażę, bo będą się śmiać. Więc parę zdań i jakaś fotka z wakacji. I jak to wszystko działa? No dobra, podgląd, może być, opublikuj.
I tak pisałam sobie to o tym, to o tamtym, aż zaczęło mnie to wciągać. Zwłaszcza, gdy się okazało, że mieszkanie na wsi pod Sieradzem to trochę dłużej jednak niż na chwilę. Że mąż większość czasu w dojazdach do i z Łodzi albo w delegacjach. Że nie ma dla mnie w tym roku jednak oferty pracy, która miała być. Że idą wielkie zmiany, bo już za chwilę będzie nas w domu nie dwoje, a troje.
Po jakimś pół roku stwierdziłam, że pora na zmiany. Skoro mi się nie znudziło do tej pory, to niech to jakoś przyzwoicie wygląda. Wymyśliłam obecną nazwę bo poprzednia była z łapanki, zupełnie moim zdaniem bez sensu już, ujednoliciłam szablon, no i w końcu odważyłam się pokazać bloga, najpierw mężowi i siostrze. Trochę nieśmiało, obawiając się, że mi wytkną wszystkie niedociągnięcia, ale nie. Uff. Mąż już dawno wspominał o blogach, pochwalił nawet to moje pisanie, namawiał do większego zaangażowania. Siostra też nie wyśmiała. Super. Dobrze mieć wsparcie :) Reszcie rodziny może pochwalę się później ;p Co do męża, poszedł w moje ślady i swojego bloga zaczął prowadzić, tylko czasu ma mało, żeby to wszystko ogarnąć na poważnie. Ale od czasu, do czasu się pojawia z jakimś postem.
No a ja przyznam się, wsiąkłam. Może nie mam jakiejś masy odsłon, bo w sumie też nie o to mi chodzi, ale zagląda ktoś od czasu do czasu, wrzuci komentarz, to miłe. Nauczyłam się wprowadzać zmiany w szablonie i podpatrzyłam na kilku blogach różne ciekawe triki. Baner sobie ostatnio zrobiłam i ikonki społecznościowe całkiem sama. Najwięcej porad blogowych znajduję chyba u Karoliny i Beaty - dziękuję i polecam innym, jeśli chcecie ulepszyć/upiększyć swoje blogi, zaglądajcie do nich koniecznie. Ostatnio wciągnęłam się też we wszelkie wyzwania blogowe i candy/rozdawajki - nic jeszcze nie wygrałam, ale co szkodzi próbować ;) ?
Co dało mi pisanie bloga? Myślę, że to rozwija i motywuje. Ukierunkowuje w pewien sposób moje zainteresowania. Pozwala wyżyć się kreatywnie. Uczy systematyczności. Rozszerza okno na świat. Odrywa od szarej codzienności. I pewnie z czasem odkryję więcej rzeczy, które mam dlatego, że założyłam kiedyś blog.
Tak więc bawię się, pomysłów na posty pojawia się coraz więcej, umiejętności nowych przybywa. Życie się toczy a moja blogowa przygoda trwa już ponad rok i czuję, że trwać będzie jeszcze chyba długo. Całkiem mi się podoba to moje miejsce w sieci i tylko zdjęcia mogłabym przestać robić tosterem ;P bo lustrzanka leży odłogiem i płacze ;P
Koniec tych wspominków, dziecko się budzi, maż wrócił z Obi, pora więc brać się znowu do roboty. A następny post będzie REGAŁOWY :D Ach, jak się cieszę!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz