Słowem wstępu:
Zawsze, kiedy obiecuję sobie, że będę pisać więcej, piszę mniej. I to wcale nie dlatego, że mi się nie chce, czy też, że nie mam pomysłów, ale dlatego, że właśnie tyle rzeczy naraz zaczyna się dziać, iż nie wiem już momentami, w co najpierw ręce włożyć. Tak też jest teraz, stąd moja nieobecność w tym miejscu. Ale spokojnie, żyję, mam się dobrze, realizuję "tysiącpięćset" zadań na raz, a na horyzoncie rysują się powoli szczyty nowych wyzwań (o czym na razie ciiii...).
Tyle wyjaśnienia, a teraz do sedna.
Otóż, postanowiłam wyjść na chwilę z ukrycia i wziąć udział w konkursie! I to konkursie nie byle jakim, bo refreszingowym :) Klikajcie na plakat, a przeniesie Was do bloga Pauli - organizatorki konkursu.
Zgłoszenia konkursowe można dodawać tylko do jutra, tak więc rzutem na taśmę, prezentuję mój refreszing starej tary do prania, znalezionej podczas jednego z wyjazdów na wieś:
Tara stała u mnie w piwnicy już jakiś czas, z myślą o tym, że w wolnej chwili odnowię ją i wykorzystam, jako ozdobę balkonowego kwietnika. No i w końcu przyszedł na nią czas.
Po oczyszczeniu tara wyglądała tak:
Następnie pomalowałam ją żółtą farbą, której używałam wcześniej do malowania kaloryfera w kuchni. Kiedy farba wyschła, przy pomocy patyczka do szaszłyków, wymalowałam tu i ówdzie wzory, mające przypominać pęki kwiatów, i teraz tara prezentuje się następująco:
Mam nadzieję, że mój refreszing Wam się spodobał i po cichutku liczę na zdobycie jednej ze wspaniałych konkursowych nagród :)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz